Ostatnia aktualizacja:   Rok 2012             Okres Zwykły                    
 
Menu główne
Godne uwagi
Trafiona przez piorun

Czytania na każdy dzień

Spotkanie
z Terry Bork

 
Newsletter
Chcesz otrzymywać infrmacje na swoją skrzynkę e-mail? Dodaj swój adres e-mail do naszej bazy.
Cuda Eucharystyczne
Święty Kościół katolicki naucza, że w czasie Mszy Świętej, w momencie Konsekracji, chleb i wino stają się prawdziwie Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa.

Zarówno chleb jak i wino przeistaczają się w Jezusa Chrystusa - Jego Ciało, Krew, Duszę i Boskość tak, że w Komunii Świętej Chrystus przychodzi do nas cały i prawdziwy. Co ważne, nawet najmniejsza cząstka konsekrowanej Hostii oraz najmniejsza kropla konsekrowanego "wina" jest Chrystusem; zawsze całym i niepodzielnym.
        
Obecność Zbawiciela trwa tak długo jak długo utrzymują się postacie chleba i wina. Aby godnie przyjąć Komunię Świętą, osoba musi być w stanie łaski uświęcającej, a więc bez grzechu ciężkiego. Poza stanem łaski uświęcającej, przystąpienie do Komunii Świętej wymaga również pobożnej intencji oraz odpowiedniego postu. Kościół wymaga wstrzymania się od posiłku i picia, z wyjątkiem wody i koniecznych lekarstw, na czas jednej godziny przed przystąpieniem do Stołu Pańskiego.
          
Tę obecność potwierdzają liczne Cuda Eucharystyczne. W ciągu 1250 lat, od roku 750 (cud w Lanciano we włoskiej prowincji Chieti) do naszych czasów, w różnych miejscach na świecie odnotowano 132 cuda eucharystyczne.
          
Za pierwsze tego rodzaju zdarzenie uważa się wydarzenie w klasztorze w Lanciano we włoskiej prowincji Chieti nad Adriatykiem w roku 750. Kolejne stwierdzone przypadki cudów eucharystycznych pochodzą głównie z Włoch, gdzie w okresie od roku 1000 do 1772 stwierdzono ich 16. Do najsławniejszych z nich należą zdarzenia w Trani z 1000 r., Ferrarze (28 marca 1171 r.), Alatri (1228 r.), we Florencji (30 grudnia 1230 r. i 24 marca 1595 r.), w Bolsenie (1264 r.), Offidzie (1273 r.), Maceracie (25 kwietnia 1356 r.), Turynie (6 czerwca 1453 r.), Asti (25 lipca 1535 r. i 10 maja 1718 r.), Sienie (14 sierpnia 1730 r.) i San Pietro a Patierno (27 stycznia 1772 r.).
           
Cuda eucharystyczne działy się też m.in. w Niemczech, we Francji, w kilku krajach środkowoeuropejskich itp. Jedno z ostatnich tego rodzaju zdarzeń odnotowano w 1984 r. w Watykanie w czasie Komunii św., której Jan Paweł II udzielał w swej prywatnej kaplicy grupie pielgrzymów z Azji. Gdy Komunię przyjmowała pewna Koreanka, hostia stała się kawałkiem ciała ludzkiego. Ojciec Święty w głębokim milczeniu pobłogosławił kobietę i udzielał dalej Komunii.
Pierwszy cud w Lanciano, Włochy, rok 750
Za pierwsze tego rodzaju zdarzenie uważa się wydarzenie w klasztorze w Lanciano we włoskiej prowincji Chieti nad Adriatykiem w roku 750. Pewien mnich benedyktyński z kościoła San Legonziano w Lanciano, powątpiewający w rzeczywistą obecność Chrystusa w Komunii św., zobaczył w czasie Mszy św., że po słowach konsekracji hostia stała się kawałkiem ciała, a wino - krwią. Przerażony kapłan próbował początkowo ukryć to przed ludźmi, zawijając hostię w kawałek materiału i zakrywając kielich, ale krople krwi kapały obficie na podłogę.
        
Dopiero po jakimś czasie, gdy otrząsnął się z oszołomienia tym cudownym zjawiskiem dokonanym na jego oczach, ze łzami radości zwrócił się do braci zakonnych mówiąc: "Błogosławieni świadkowie, którym Bóg Najwyższy dał poznać się przed ich oczyma. Chodźcie bracia i podziwiajcie Boga Naszego, który jest tak blisko nas. Oto Ciało i krew umiłowanego Pana Naszego".
Wszyscy zebrani pospieszyli do ołtarza wydając okrzyki podziwu, a następnie zawiadomili okolicznych wiernych, którzy tłumnie przybiegli aby oglądać ten cud.
       
Ciało pozostało nienaruszone, ale krew w kielichu wkrótce zmieniła się w pięć nierównych i nieregularnych bryłek. Zakonnicy postanowili je zważyć. Okazało się, że jedna bryłka ważyła tyle samo co wszystkie razem, ciężar dwóch równy był ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej równał się ciężarowi największej.
      
W 1574 roku prałat Rodrigues, w asyście wiarygodnych świadków potwierdził, że wspólny ciężar pięciu bryłek skrzepniętej krwi równał się wadze każdej poszczególnej bryłki.
       
4 marca 1971 roku profesor Linoli (wykładowca anatomii, patologii histologicznej, chemii i mikroskopii klinicznej oraz główny lekarz szpitali w Arezzo) wobec licznie zgromadzonych wybitnych osobistości Kościoła oraz władz miejskich, politycznych, sądowych i wojskowych, ekspertów medycyny ogłosił wyniki swoich badań. Badania histologiczne (mikroskopowe) stwierdziły i udokumentowały następujące fakty: fragment ciała stanowił prążkowaną tkankę ścianki sercowej, wolną od jakiegokolwiek śladu materiału lub substancji konserwującej. Zarówno ciało jak i krew miały pochodzenie ludzkie. Obydwie substancje miały też wspólną grupę krwi - AB. 
          
Frakcjonowanie protein w skrzepniętej krwi okazało się zupełnie normalne, zachowujące procentową proporcję odpowiadającą normalnej świeżej krwi. Profesor Linoli podkreślił, że gdyby krew pochodziła od osoby zmarłej, podlegałaby szybkiemu procesowi zepsucia i rozkładu. Co więcej, w opinii profesora, tylko ręka wysoce doświadczona w sekcjach anatomicznych byłaby zdolna wykonać tak doskonałe, styczne ciecie - zaokrąglone, grubsze na zewnętrznych obrzeżach i stopniowo cieńsze aż do pustki w obszarze centralnym - na tak wgłębionym, wewnętrznym organie jak mięsień sercowy.
         
W zakończeniu swego raportu profesor stwierdził, że choć ciało i krew znajdowały się w pojemnikach nie zamkniętych hermetycznie, to jednak nie uległy uszkodzeniu, pomimo wystawienia przez cały czas na działanie czynników fizycznych, biologicznych i atmosferycznych. 
          
Monstrancja zawierająca te relikwie znajduje się w tabernakulum ustawionym nad głównym ołtarzem kościoła Św. Franciszka we Włoszech. Tabernakulum jest otwarte dzięki czemu wierni mogą spoglądać na ten wielki cud, obecny wśród nas od ponad 1200 lat.
Bolsena 1263 r.
Zdarzyło się w 1263 r., że z pielgrzymką do grobu świętych Apostołów Piotra i Pawła wyruszył kapłan Piotr z Pragi. Na skutek szerzącej się herezji podważającej realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie także on zwątpił w tę Boską tajemnicę. W Rzymie chciał odzyskać dar głębokiej wiary. Pielgrzymując znanym pątniczym szlakiem zatrzymał się w Bolsenie, by oprawić Mszę św. przy grobie św. Krystyny. Nie przypuszczał wówczas, że Bóg wybierze to miejsce, aby objawić mu Tajemnicę swojej eucharystycznej obecności.
        
Kiedy kapłan przystąpił do rozdzielania Komunii Świętej, jedna z Hostii nagle zaczęła krwawić. Najświętsza Krew przesączyła się przez jego palce i spłynęła na białe płótno korporału. Hostia, którą Piotr z Pragi nadal trzymał w dłoni, zachowała postać białego chleba. Ksiądz zawinął ją w korporał, włożył do kielicha i chciał powrócić do zakrystii. Wtem kilka kropel Krwi upadło na posadzkę. Piotr z Pragi zadrżał, krzyknął i stracił przytomność. Świadkowie cudu stłoczyli się wokół ołtarza, podziwiając pozostawiony na nim korporał z 25 śladami krwi Chrystusa, tworzącymi na nim podobiznę Ukrzyżowanego. Na tym świętym miejscu, gdzie św. Krystyna złożyła niegdyś Bogu ofiarę życia, Chrystus zaświadczył o swojej Ofierze, w której złożył swemu Ojcu swoje Ciało i Krew. Od tej pory św. Krystynę obdarzono mianem strażniczki Eucharystii.
         
Kiedy wydarzył się opisywany cud, w pobliskim Orvieto przebywał właśnie papież Urban IV. Czym prędzej posłał on do Bolseny swoich teologów, którzy potwierdzili prawdziwość faktu, zabrali relikwię i wyruszyli z powrotem do Orvieto. Ojciec Święty wyszedł im wówczas na spotkanie, wziął korporał z Hostią z ich rąk i ukazał licznie zgromadzonym wiernym. To właśnie wydarzenie uznaje się za początek odprawiania procesji Bożego Ciała.

Dla godnego uczczenia relikwii w Orvieto wzniesiono potężną katedrę - jedno z arcydzieł światowej architektury gotyckiej. Dla Hostii i zakrwawionego korporału - umieszczonych w specjalnym relikwiarzu ze złota, srebra i emalii - wybudowano specjalną Kaplicę Korporału. Zachowano też skrwawione kamienie z bolseńskiego kościoła. Jeden z nich został wmurowany w ścianę za ołtarzem, przy którym zdarzył się cud, drugi - włożony do relikwiarza czci się dziś w czasie procesji Bożego Ciała.
       
Do 1990 r. Orvieto odwiedziło 40 papieży. Szczególnie uroczyście przeżywa się w tym mieście dzień Bożego Ciała. Procesja z Najświętszym Sakramentem i relikwiarzem przechodzi wówczas przez najważniejsze ulice i place miasta. Poprzedza ją trzystuosobowy orszak historyczny. W 1990 r. uroczystościom w Orvieto przewodniczył Ojciec Święty Jan Paweł II. 
         
A w Bolsenie i Orvieto od siedmiu stuleci wciąż dzieją się nadzwyczajne zjawiska. W kroplach Najświętszej Krwi na kamieniach i korporale można niekiedy dostrzec postać Jezusa z Nazaretu. Wierni oddający cześć Najświętszemu Sakramentowi doznają tu łask i uzdrowień.
Offida, Włochy, rok 1280
Kobieta o imieniu Ricciarella głęboko cierpiała z powodu obojętności swego męża - Giacomo Stasio i dokonała wszelkich starań, by przywrócić zgodę i miłość w rodzinie. Pewnego dnia ktoś obiecał jej powrót harmonii rodzinnej, jeśli spełni następujący czyn: miała przynieść Komunię Świętą do domu, ogrzewając nad ogniem zamienić ją w proszek, a następnie zmieszać z pokarmem męża.
        
Zdesperowana kobieta posłuchała rady i przyniosła z kościoła Hostię, wyjętą z ust po Komunii Świętej. Położyła ją na półkolistej płytce i podeszła do ognia. Jednak zamiast się skruszyć w proch pod wpływem ognia, jak tego oczekiwała kobieta, konsekrowana Hostia nagle przemieniła się w fragment krwawiącego ciała. Ricciarella w popłochu posypywała płytkę popiołem i polewała roztopionym woskiem, lecz nic nie mogło zmienić faktów - na zakrwawionej płytce pozostawał niezmiennie fragment ciała. Przejęta zerwała ze stołu obrus, owinęła w niego płytkę z Hostią i wybiegła do stajni, gdzie zakopała zawiniątko w gnojowisku.
        
Wieczorem tego dnia koń prowadzony przez męża Ricciarelli pada na kolana przed stajnią w której ukryta była Hostia. Tuż przy progu zwierzę stanęło dęba i z uporem opierało się przed wejściem do środka. Dopiero straszliwe razy bata zmusiło zwierzę do przestąpienia progu. Koń wchodził jednak bokiem, co sprawiało wrażenie jakby ciągle spoglądał w stronę gnojowiska. Porywczy Giacomo wpadł w szał i oskarżył żonę o rzucenie czaru na stajnię i zwierzę.
        
Przez siedem lat Najświętszy Sakrament leżał ukryty w stajni. Przez wszystkie te lata zwierzęta wchodziły do stajni bokiem, z głową zwróconą, jakby na znak szacunku, w stronę gnojowiska. Biedna kobieta nie zaznała szczęścia na które tak liczyła, a ponadto co dnia przeżywała straszliwe udręki i wyrzuty sumienia. W końcu postanowiła wyznać grzech na spowiedzi.
        
Klękając przy konfesjonale Ricciarella, wstrząsana szlochem, nie była w stanie wymówić słowa. Wydawało się, że łagodne rady ojca Diotallevi okażą się nieskuteczne, lecz wreszcie kobieta zdobyła się na wypowiedzenie prośby, by pomógł jej wyznać grzechy. Zakonnik zaczął zatem wymieniać różne możliwe występki przeciw przykazaniom, lecz wobec ciągłego milczenia penitentki stwierdził wreszcie: "Wymieniłem wszystkie grzechy ludzkie; nie wiem coś mogła uczynić, chyba że zabiłaś Boga".
"To jest właśnie mój grzech! - krzyknęła kobieta. - Ja zabiłam Boga!" I wreszcie opowiedziała o swoim występku.
        
Ojciec Giacomo, choć całkowicie zaszokowany tym co usłyszał, udzielił rozgrzeszenia i zdecydował się odzyskać Hostię. Odziany w szaty liturgiczne udał się do domu kobiety, wszedł do stajni i nie zważając na brud sam odrzucił nawóz i śmieci. Wkrótce ze zdumieniem odkrył, że obrus, płytka oraz Najświętsza Hostia nie nosiły jakiegokolwiek śladu zanieczyszczenia. Z radością w sercu ojciec Giacomo pośpieszył ze wszystkim do klasztoru.
          
Wszyscy jednomyślnie uznali, że Hostia zasługuje na najwyższą cześć i adorację w specjalnym relikwiarzu. Zdecydowano się zamówić wykonanie dzieła u Mistrzów w Wenecji. 
         
Wenecki artysta, któremu zlecono wykonanie relikwiarza gdy tyko przyjął w swe ręce kielich z Hostią natychmiast powaliła go choroba - okazało się, że był on w stanie grzechu ciężkiego. Dopiero po przystąpieniu do spowiedzi świętej odzyskał zdrowie i zaczął prace.
         
Srebrny krzyż zawierający cudowną Hostię umieszczono wysoko nad głównym ołtarzem, w sanktuarium Św. Augustyna w Offida.
Sienna, Włochy 1330
Ksiądz, wychodząc w pośpiechu do ciężko chorego włożył Hostię między karty brewiarza, zamiast umieścić ją w specjalnym pudełeczku. Gdy już miał udzielić choremu Komunii św., stwierdził, że wokół Hostii powstała krwawa plama. Pełen skruchy powiadomił o cudownym zdarzeniu ojców z klasztoru św. Augustyna w Sienie. Im też powierzył brewiarz. Papieże Bonifacy IX i Grzegorz VII zatwierdzili kult tej niezwykłej relikwii.
         
Plama krwi na kartce brewiarza słynie z innego  jeszcze zjawiska: oglądana pod słabą soczewką ukazuje postać zasmuconego mężczyzny 9Jezusa), widoczną nawet na fotografiach.
Siena, Włochy 1730
W przeddzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1730 r. wierni tłumnie zebrali się w katedrze na nieszporach.
        
W tym czasie złodzieje włamali się do tabernakulum w bazylice św. Franciszka i skradli srebrne cyborium z konsekrowanymi Hostiami. Kilka dni później kleryk w kościele Matki Bożej w Provenzano dostrzegł Hostię wystającą z puszki ofiarnej. Po otwarciu puszki znaleziono 351 opłatków, w tym trzy przełamane na pół. Były przybrudzone i pokryte pajęczyną. Nie ulegało wątpliwości, że to one zostały skradzione w Sienie. Troskliwie odczyszczone, wróciły do kościoła św. Franciszka. Mimo upływu czasu nie schły. Zwykle opłatek ulega naturalnemu rozkładowi, lecz w tym wypadku Hostie nieustannie pozostawały świeże.
        
Po 50 latach oficjalnie potwierdzono autentyczność cudu. Generał franciszkanów o. Carlo Vipera spożył jedną z Hostii i potwierdził jej świeżość. Później poddawano Hostie kolejnym badaniom (również z użyciem mikroskopu) i za każdym razem wynik był ten sam. Przeprowadzono też eksperyment: w zamkniętej puszce złożono niekonsekrowane opłatki, które po latach rozpadły się pył, podczas gdy cudowne Hostie nadal zachowały swój początkowy wygląd.
         
Do dziś nie udało się znaleźć naukowego wytłumaczenia tego fenomenu. Włoski fizyk Enrico Medi napisał, że "fakt ten trwa na przekór wszystkim najbardziej znanym i prostym prawom natury".
Cud w Dubnej, Polska, rok 1867
Polska znajdowała się pod dominacją carskiej Rosji, usiłującej zniszczyć polski język i kulturę.
        
W tych strasznych czasach prześladowań Zbawiciel nie pozostawił swych wiernych w osamotnieniu. By wzmocnić wiarę i dodać ludności odwagę, Chrystus objawił się w maleńkim kościółku w wiosce zwanej Dubna.
      
Cud wydarzył się, gdy pobożna ludność wioski uczestniczyła w Czterdziestogodzinnym Nabożeństwie, w dniu 5 lutego 1867 roku. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu wierni zauważyli nagle świetliste promienie wystrzeliwujące z Najświętszej Hostii. Po chwili, w środku Hostii ukazała się postać Zbawiciela. Zdumiony kapłan wkrótce otoczony został przez wiernych podchodzących do ołtarza, by z bliska przyjrzeć się cudownemu objawieniu. Cud ten trwał aż do końca nabożeństwa i widziany był przez wszystkich zgromadzonych w kościele, wśród których nie brakowało nawet zastraszonych, chylących się ku schizmie, katolików.
       
Wieść o cudownym objawieniu szybko obiegła okolicę, wzbudzając czujność władzy okupacyjnej. Policja wezwała kapłana na przesłuchanie, po czym przesłała raport do gubernatora. Tenże nakazał, pod karą ciężkiego więzienia, absolutne milczenie na temat cudownego wydarzenia. Nieustraszony kapłan poinformował jednak o wszystkim biskupa, lecz ze względu na niebezpieczeństwo represji i groźbę zamknięcia kościoła władze kościelne zdecydowały nie rozgłaszać tej wieści.
        
Bez względu na działania władz carskich, w szybkim czasie wieść o cudownym objawieniu obiegła Polskę, podnosząc na duchu umęczony naród i wzmacniając wiarę w zwycięstwo wolności i wiary katolickiej.
Cud w Stich, Niemcy, rok 1970
We wtorek, 9 czerwca, o godzinie ósmej wieczorem, szwajcarski kapłan przygotowywał się do odprawiania Mszy Świętej w kaplicy w Stich.
        
W czasie Mszy Świętej, zaraz po Konsekracji, zauważył on maleńką plamę krwi na korporale. W momencie Podniesienia Kielicha dostrzegł następną plamę krwi.
        
Po odprawieniu Mszy Świętej kapłan schował płótna w bezpieczne miejsce i udał się natychmiast do chorego duszpasterza parafii - w którego zastępstwie odprawiał Mszę Świętą.
        
Obaj kapłani razem zbadali płótna, nie znajdując żadnego naturalnego wyjaśnienia dla pojawienia się śladów krwi. Postanowili odesłać płótna do laboratorium chemicznego w celu dokonania badań naukowych.
         
Badania przeprowadzane były bez ujawniania skąd pochodzą. Rezultaty czterech analiz wykazały, że plamy pochodzą od ludzkiej krwi. Co więcej, dyrektor laboratorium klinicznego stwierdził, że w jego przekonaniu krew ta musiała pochodzić od człowieka cierpiącego agonię.
         
W miesiąc później, 14 lipca 1970 roku, ten sam kapłan przygotowywał się do odprawienia Mszy Świętej. Sprawdził ze specjalną uwagą stan ołtarza, obrusa, korporałów oraz kielicha stwierdzając, że są w pełni czyste i nieuszkodzone. W czasie Mszy Świętej, po Konsekracji, na korporale pojawiły się ponownie plamy krwi. Na każdej plamie wyraźnie rysował się kształt krzyża. Kapłan obrócił się lekko i dał znak kościelnemu by podszedł bliżej. Gdy kościelny ogarnięty zdumieniem wpatrywał się w plamy krwi, kapłan udzielał Komunii Świętej. Po zakończeniu Mszy Świętej kapłan zaprosił wiernych do ołtarza, by na własne oczy ujrzeli to cudowne zjawisko.
         
Podobnie jak poprzednio postanowiono przebadać plamy ale w innym laboratorium. Wyniki badań, stwierdziły że plamy spowodowane były ludzką krwią.
Marta Robin Francja
We Francji często wspomina się niezwykły przypadek zmarłej w 1981 r. Marty Robin, która przez ponad pół wieku żyła w stanie postu eucharystycznego. Ciężka choroba w młodości unieruchomiła ją na resztę życia. Gdy wydawało się jej, że jest bliska śmierci, ujrzała św. Teresę od Dzieciątka Jezus, która zostawiła jej wolny wybór: mogła od razu pójść do nieba albo przyjąć cierpienie w intencji odrodzenia Kościoła i życia chrześcijańskiego we Francji. Postanowiła złożyć ofiarę ze swego cierpienia.         

W 1928 r. Marta Robin przestała jeść i pić. Nie mogła przyjąć nawet kropli wody. Utraciła zdolność przełykania czegokolwiek. A jednak w niewytłumaczalny sposób przyjmowała Komunię św. Księża przychodzący do niej z Najświętszym Sakramentem byli zdumieni. Wystarczyło przybliżyć Hostię do warg Marty, a opłatek sam znikał w jej ustach. Księża twierdzili, że Hostia dosłownie wyrywała się im z palców. 
        
Uprzedzony o tym szczególnym zjawisku pewien duchowny z Wietnamu podczas udzielania Marcie Robin Komunii św. specjalnie silniej przytrzymał Hostię. Nic nie pomogło! Hostia bez trudu wysunęła mu się z palców kilka centymetrów od ust chorej. W tym fenomenie upatrywano dążenie Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie do zjednoczenia się z człowiekiem.
         
Od czwartku do niedzieli kobieta przeżywała mistycznie cierpienia Chrystusa. Nie można było wtedy nawiązać z nią kontaktu. Na jej ciele pojawiły się stygmaty. Budziła zainteresowanie wielu ludzi, w tym również lekarzy. Badali ją bardzo dokładnie, sprawdzając, czy rzeczywiście nie przyjmuje żadnych pokarmów ani płynów. A im dłużej ją badali, tym bardziej byli zdumieni. Całkowicie wykluczyli możliwość oszustwa. 
         
Marta pytana o swe przeżycia niewiele potrafiła powiedzieć. Nie umiała wyjaśnić, w jaki sposób przyjmuje Eucharystię. Znanemu filozofowi francuskiemu Jean Guittonowi powiedziała, że Najświętszy Sakrament za każdym razem wlewa w nią nowe życie. Miała uczucie, jakby zmartwychwstawała. Twierdziła też, że spożywając jedynie eucharystyczne Ciało i Krew Jezusa w rzeczywistości je więcej od innych. 
         
Mimo cierpień - które spotęgowała utrata wzroku w 1939 r. - Marta znosiła swój los w pokorze, bez cienia sprzeciwu. Tych, którzy ją odwiedzali, uderzał promieniujący od niej spokój. Czuli też emanującą od niej siłę. Zjednoczenie z Chrystusem w Eucharystii z nawiązką wynagradzało jej doznawany ból. Martę Robin odwiedziło przeszło 100 tys. ludzi. Wielu z nich doznało łaski nawrócenia.
« wstecz
 
© 2007-2009 Odnowa w Duchu Świętym - Diecezja Siedlecka
Polecamy: tworzenie stron www, sklepy internetowe, portal studencki, cms, paintball międzyrzec podlaski, cms