Ostatnia aktualizacja:   Rok 2014                                
 
Menu główne
Godne uwagi
Trafiona przez piorun

Czytania na każdy dzień

Spotkanie
z Terry Bork

 
Newsletter
Chcesz otrzymywać infrmacje na swoją skrzynkę e-mail? Dodaj swój adres e-mail do naszej bazy.
Trudności w doświadczaniu Boga jako Miłości

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. (Mk 12,28b-34).          Gdy słyszymy, jak wielką i całkowitą powinna być nasza miłość do Pana Boga, to zadajemy sobie pytanie, czy my rzeczywiście tak właśnie Boga miłujemy. Niestety, wszyscy doświadczamy bolesnego rozdźwięku między tym, co nawet „teoretycznie” wyznajemy i uznajemy jako słuszne, a tym, co faktycznie czynimy.

Podstawą do budowania relacji z Bogiem, relacji miłości jest uświadomienie sobie i przyjęcie tego na głębinie serca, że Bóg kocha nas jako absolutnie pierwszy, że Jego miłość do nas jest uprzedzająca, bezwarunkowa, bezgraniczna i wspaniała.

Naprawdę, nie muszę prosić o to, by Pan Bóg mnie miłował! Nie ma takiej potrzeby, gdyż miłość Boga Ojca jest nam zaofiarowana odwiecznie, uprzedzająco i w sposób nieodwołalny: Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość (Jr 31, 3).

Miłość Boga mam za darmo, od zawsze i na zawsze. Miłość Boga jest czymś, co już mamy, a jednocześnie czymś, co może być stale więcej przydawane na miarę naszych gorących pragnień!

Jest jednak pewna wielka łaska, wielki Boży dar, o który winniśmy prosić usilnie, gorąco i (niejako aż) do skutku. Uzdolnienie nas do miłowania Boga, który nas tak bardzo miłuje. Pewno jest tak, że nasza miłość do Boga rośnie w nas w miarę, jak poznajemy, że Bóg nas miłuje i jak bardzo nas miłuje. Możemy porównać to z naszym ludzkim doświadczeniem miłości. Często zaczynamy kochać kogoś, kto pierwszy nas pokochał, kto daje nam odczuć swoje zaangażowanie, troskę, czułość. Doświadczenie miłości drugiego człowieka odblokowuje w nas samych zdolność kochania. Taki proces ciągłego wzrastania naszej miłości do Boga i ludzi jest możliwy dzięki temu, że Bóg złożył w nas zdolność do miłowania i że On sam może ją w nas doskonalić.

Wiemy już, że jesteśmy umiłowani przez Boga, wiemy, ze każdy nasz bliźni jest tak samo bezgranicznie kochany przez Boga. Miłość Boga do każdego z nas jest nieodwołalna. Bóg kocha mnie zawsze, nawet w moim grzechu! To z tej miłości oddał swoje życie, aby mnie wyzwolić z mocy śmierci, jaką jest grzech. To w każdym sakramencie pokuty i pojednania mówi ustami kapłana: „ idź i nie grzesz więcej”, daję tobie moc życia w mojej Miłości, ofiaruję tobie życie w bliskości ze mną Bogiem, który jest Miłością.

Zastanówmy się, z jakiego powodu tak rzadko odczuwam miłość Boga po każdej spowiedzi świętej, dlaczego na tak krótko wystarcza mocy, którą Bóg udziela w każdym rozgrzeszeniu?

Powodem tych trudności zapewne jest wypaczony obraz Boga, który noszę w swoim sercu.

Zapytajmy teraz siebie: jakie było moje doświadczenie Boga w najtrudniejszych momentach mojego życia? Jak przeżywałem kontakt z Bogiem, gdy moje życie , w mojej ocenie łamało  się i  kruszyło? Co wtedy myślałem o Bogu? Jaki obraz Boga stawał mi przed oczyma? Kim On był wtedy dla mnie?

W szukaniu odpowiedzi na te pytania, ważne będą nasze pierwsze odczucia, pierwsze myśli. Jeżeli np. w momentach trudnych w ogóle nie myślałam o Bogu lub Bóg wydawał mi się nieobecny, obojętny, nieczuły, wówczas moje doświadczenie odsłania, iż mam na dnie serca fałszywy obraz Boga.  Zniekształcony obraz Boga zniekształca także nasze przeżywanie Boga jako Miłości. Jeżeli w momentach krytycznych Bóg nie jawi nam się jako troskliwy, czuwający, miłosierny, ten, który niesie mnie na rękach, to znaczy, iż przeżywamy Go w sposób niepełny. Jednym z powodów wypaczenia obrazu Boga w moim sercu są moje uświadomione lub też nie – lęki. To lęk oddala mnie od Boga lub czyni moją relację z Bogiem sztuczną, ugrzecznioną, nasycona zewnętrznymi przejawami pobożności.

Zobaczmy, ile w naszych relacjach z Bogiem jest jeszcze lęku o siebie samych? Zadajmy sobie pytanie w sercu czy przypadkiem mnożenie różnych modlitw nie jest formą zaskarbienia sobie łaskawości Boga? Czy przypadkiem, gdy zaczynam odkrywać swoją grzeszność próbuję wynagrodzić, a tak naprawdę chce wyrównać rachunki z Bogiem przez różne praktyki religijne? Praktyki religijne o charakterze zewnętrznym, które nie prowadza mnie do analizowania swoje serca, do szukania odpowiedzi u Boga i liczenie na Boga we wszystkim. Czy nie budzi we mnie lęku i niechęci ciągłe mówienie o konieczności nawracania się, doświadczaniu grzeszności i słabości, wołanie Boga o to aby być gorącym a nie letnim?  Jeżeli tak to oznacza to, ze widzimy w Bogu przede wszystkim surowego sędziego, którego gniew chcemy załagodzić zewnętrznymi praktykami religijnymi.

Nieraz podświadomie boimy się, że Bóg czegoś nam odmówi. Nasze najgłębiej skrywane pragnienia, niewiększe głody naszego serca są często niewypowiedziane przed Bogiem. Bóg tak często zachęca każdego z nas abyśmy otworzyli szeroko drzwi swoich serc dla Niego. Wezwania Boga wynikają z tego, że widzi On, iż tak wiele przestrzeni swojego życia zatrzymujemy dla siebie, mimo ze po tylekroć oddawaliśmy swoje życie Bogu. To często była tylko deklaracja słowna albo chwilowy poryw uczucia. Bóg woła do nas abyśmy oddali Jemu nasza wolę. Często podświadomie myślimy, że nie możemy prosić o tak wiele, bo nie jesteśmy godni tak wielkich łask. Takie myślenie jest dowodem nieufności wobec Boga, braku zaufania i dziecięcej otwartości i nie ma nic wspólnego z pokorą. Zewnętrznie taka osoba może zdawać się sobie pokorna i skromna w swoim relacjach z Bogiem.

Boimy się, iż  Bóg coś nam zabierze. Takie myślenie szczególnie wyraźnie widać, gdy wchodzimy w proces nawrócenia i po pierwszym etapie wylania Bożych łask, zaczyna się droga pod górę. Wówczas Bóg faktycznie odbiera nam to, co nam szkodzi, co tak bardzo sobie przywłaszczyliśmy, co zasłania nam obraz Boga np. nasza siła i sprawność fizyczna, sprawność intelektualna, dobra materialne, drugi człowiek. Wówczas może pojawiać się myśl, że nie chce iść dalej za Tobą Boże, bo za dużo mogę stracić. Chce żyć w zgodzie z duchem tego świata i być w porządku z Tobą Boże. Nie wymagaj ode mnie zbyt dużo. Radykalizm w wierze to nie dla mnie!?  Postawę lęku przed stratą możemy rozpoznać w sobie, gdy inni wokół nas cos lub kogoś tracą. Często łzy na pogrzebie kogoś bliskiego, smutek na sali szpitala wynika tak naprawdę z lęku o siebie samego lub swoich bliskich. W naszym sercu może pojawić się pytanie: a co by było gdyby to moją rodzinę spotkało takie nieszczęście? Wówczas na wszelki wypadek chcemy się zabezpieczyć, aby Panu Bogu nie przyszło do głowy nas dotknąć takim nieszczęściem. Dojrzała postawa wobec nieszczęścia innej osoby przejawia się z jednej strony potrzebą pomocy (duchowej i fizycznej) a w relacji z Bogiem pytaniem: Panie jak wygląda moje serce teraz, jaka przestrzeń mojego życia wymaga nawrócenia, pokaż mi Panie, co jest we mnie tym co mnie oddziela od Ciebie?

Obawiamy się też, że Bóg obciąży nas ponad nasze ludzkie możliwości. Ten rodzaj lęku przychodzi najczęściej, gdy jesteśmy już bardzo obciążeni sprawami rodzinnymi, zawodowymi, walką duchową. Wówczas każdy drobiazg powala nas na ziemię. Każde nowe wyzwanie rodzi wołanie do Boga , Panie jak dam rade już i tak jestem bez sił? Wówczas lubię chronić siebie, unikać trudnych sytuacji, tłumaczyć się tym, że jestem zajęty. Brakuje nam wiary w to, że „Twoje brzemię jest lekkie a jarzmo słodkie”. Często to nasze krzyże, to co sami wzięliśmy na siebie, nasze cierpiętnictwo, zbyt duża ilość obowiązków, wynikająca z chęci bycia potrzebnym, kochanym, nasza drobiazgowość sprawiają, ze faktycznie jesteśmy udręczeni. Bóg nie obciąża ponad siły, On zapewnia „wystarczy ci Mojej łaski”.

Powyższe lęki i odczucia wypływają ze zniekształconego obrazu Boga. Jeżeli mamy doświadczać Boga prawdziwego, Boga Jezusa Chrystusa, to musimy rozpoznać wszystkie ograniczenia, wszystkie zniekształcenia Jego obrazu w nas. Musimy zobaczyć, jak bardzo moje doświadczenie Boga jest jeszcze niepodobne do Boga prawdziwego.  

Jedno z najgłębszych źródeł naszego bólu psychicznego, emocjonalnego, duchowego, naszego niezadowolenia z siebie samych, leży właśnie w zafałszowanym obrazie Boga. Głównie z tego źródła wypływa świadomość własnego nieszczęścia, zagubienia i rozpaczy. Gdy mamy fałszywy obraz Boga, wydaje się nam, że jesteśmy sami, że sami sobie musimy poradzić w życiu, że na wszystko musimy sobie zasłużyć. Doświadczenie niedobrej samotności, samotności, która boli, samotności niezależnej od stanu, w jakim żyjemy, od ilości osób, które są wokół nas, ta samotność wynika z fałszywego obrazu Boga. Podejrzewamy wówczas, że On się nami nie interesuje. Myślimy o Bogu jak o kimś, kto jest daleki, kto ma tyle spraw i wielkich problemów na głowie, ze taki mały ktoś jak ja może umknąć uwadze Boga. W takiej sytuacji słuchanie o miłości Boga nie wlewa w nasze serca głębokiej radości i zaufania. Może nawet pomyślimy sobie, „znowu o miłości Boga”, bardziej ten temat nas rozdrażnia niż raduje.

Może zaistnieć też inna sytuacja, gdy przyjmiemy prawdę o tym, że Bóg mnie kocha na poziomie intelektu. Wówczas sprawia nam przyjemność słuchanie o Bożej miłości, uspokaja nas ten temat. Czujemy się bezpiecznie, ale nasze życie i relacje z bliźnimi nie świadczą o tym, że przyjęliśmy sercem Miłość Boga, gdyż nie potrafimy okazywać miłości bliźniemu. Przykazanie miłości Boga i bliźniego są wzajemnie sprzężone nieprzypadkowo!

Nie posuniemy się dalej w naszym życiu duchowym, jeżeli będziemy się modlić do fałszywego boga, gdy będziemy się modlili do bożka naszych obowiązków, do bożka naszych lęków, do bożka zrobionego z naszych nieuporządkowanych potrzeb. Skuteczne rozwiązanie wszystkich problemów naszego życia możemy znaleźć dopiero wówczas, kiedy będziemy modlić się do Boga prawdziwego, do Boga Jezusa Chrystusa. Stąd też tak ważną jest nasza modlitwa o dogłębne poznanie Pana. Apostoł Filip ma rację, kiedy mówi do Jezusa: Pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy (J 14, 8). Poznanie prawdziwego oblicza Jezusa będzie jednoczesnym poznaniem Ojca, do którego Jezus nas prowadzi. Poznając zaś Ojca, poznamy także wyjście ze wszystkich naszych najbardziej zawikłanych ludzkich spraw i problemów.

Aby móc odkryć prawdziwy obraz Boga, trzeba zdemaskować fałszywe obrazki Boga i trzeba z nich zrezygnować. Trzeba rozbić w nas to, z czym może od dawna zżyliśmy się, do czego jesteśmy już dobrze przyzwyczajeni. Jezus napomina nas: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeżeli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego (Mt 18, 3).

Prośmy, więc Pana, aby poprzez swojego Ducha, Ducha Świętego, pokazywał nam, w jakiego Boga tak naprawdę wierzę. Jaki jest mój obraz Boga? To bardzo ważne, aby mieć w sobie gotowość na poznanie prawdy, w jakiego Boga wierzę. Ta prawda jest niezależna od ilości mojej wiedzy teologicznej. Można mieć fałszywy obraz Boga w sercu będąc nawet teologiem czy kapłanem. Każdy z nas, na to pytanie o obraz Boga będzie miał jakieś bardzo poprawną i teologicznie właściwą odpowiedz. Nie chodzi jednak o pytanie natury szkolnej. Tutaj potrzeba jest postawienia tego pytania podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, podczas medytacji nad Słowem Bożym, podczas długiego samotnego spaceru. Pytajmy Boga o to, jaki jest Jego obraz w moim sercu. Poznamy wówczas odpowiedzi na to, dlaczego tak trudno o skupienie na modlitwie, dlaczego unikam czytania Słowa Bożego, dlaczego w mojej modlitwie jest tyle słów do Boga a tak mało ciszy, dlaczego tyle rutyny jest w misteriach, które odprawiam, z jakiego powodu nie ma we mnie prawdziwej radości serca?

Człowiek przychodzi na świat dzięki miłości swoich rodziców. Kiedy człowiek nie rodzi się jako owoc miłości, ale owoc przede wszystkim ludzkiej namiętności, jego życie pozostaje zwykle głęboko zranione. Nienawiść jest formą zawiedzionej miłości. Rodzi się ona najczęściej jako reakcja na niespełnione potrzeby miłości. Nienawiść jest zepsutą, niezaspokojoną miłością. W tym świetle spójrzmy na te osoby, od których doświadczamy nienawiści. Często wówczas modlimy się do Pana, aby dał nam siłę znosić nienawiść drugiego człowieka, pozwolił przebaczyć. To dobrze, że o to prosimy. Możemy jednak posunąć się jeszcze dalej, oderwać się od siebie i zobaczyć oczami Boga, dlaczego drugi człowiek nienawidzi. Nienawiść (ta mała i duża) wynika z braku doświadczenia miłości Boga. Prośmy, więc za nami i innymi, aby Pan napełniał nasze serca i serca naszych bliskich miłością, ta prawdziwą Miłością, którą jest sam Bóg. Prośba o Miłość dla siebie i innych jest recepta na każdą ranę serca, na wszelkie braki miłości ludzkiej, na egoizm mojej miłości.

Kiedy czujemy się poranieni, nieakceptowani, niekochani przez ludzi, wówczas doświadczenie miłości Boga może stać się dla nas źródłem leczenia zranień w miłości. Doświadczenie miłości Boga daje człowiekowi wolność wobec ludzi, wobec ich ograniczonej czy wręcz raniącej miłości  Moja miłość Boga.

Popatrzmy teraz jak wygląda moja miłość do Boga? Jezus mówi: „ Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12, 28–30).

Będziesz miłował Pana, Boga swego... swoim sercem... swoją duszą... swoim umysłem... swoją mocą, tzn. uznasz, że wszystkie płaszczyzny twojego życia maja być przepojone miłością do Boga. Jezus nie mówi abym kochała Go jedynie wargami, przeciwnie woła o miłość wnętrza człowieka i to całego wnętrza. Dlatego tak ważne jest zobaczenie na ile w mojej religijności i modlitwie skupiam się jedynie na praktykach zewnętrznych. Te praktyki same w sobie nie są złe, nie można  pozostać jednak jedynie na tym poziomie. Jezus woła o to abyśmy stale mieli w sobie gotowość przyglądania się swojemu sercu i nawracania się. Nie ten, kto mi mówi Panie, Panie wejdzie do Królestwa Bożego, ale ten, kto pełni Wolę mojego Ojca. Praktyka zewnętrzna jest o tyle ważna o ile wypływa z potrzeby miłości Boga na głębinie mojego serca. W przeciwnym wypadku możemy i my usłyszeć od Jezusa o naszej pobożności, że dbamy jedynie o zewnętrzną stronę naczynia.

Jezus mówi o miłowaniu we wszystkich płaszczyznach: całym sercem, całą duszą, całym umysłem, ze wszystkich sił. W każdej z tych płaszczyzn chodzi także o całkowite oddanie. Słowo całym powtarza się tu kilkakrotnie. Jezus pragnie w ten sposób powiedzieć, że w miłości nie można niczego zatrzymać dla siebie. Miłość oddaje wszystko. Wszystko moje jest Twoje, a Twoje jest moje (J 16, 15) — powie Jezus o swojej więzi z Ojcem.

W świetle rozważanego przykazania chciejmy podjąć rozeznanie naszej miłość do Boga. Chciejmy dostrzec, jak bardzo jest ona podzielona pomiędzy nasze ludzkie namiętności a dążenia duchowe. Zobaczmy jak często chcemy posiadać miłość Boga i jednocześnie być kochanymi przez świat. Jak bardzo szukamy u Boga tego aby nas uszczęśliwiał według recepty dzisiejszego świata. Widzimy to dokładnie w życzeniach, jakie sobie składamy. Życzymy sobie i innym powodzenia, dóbr materialnych, miłości najbliższych, zdrowia, akceptacji otoczenia, powodzenia w pracy itp. Myślimy złudnie, ze te dobra doprowadza nas do dóbr duchowych, jakimi jest pokój serca, wyciszenie, doświadczenie radości i wewnętrznego spokoju.

W tym kontekście chciejmy zauważyć, jak daleko nam do pełnej, doskonałej miłości. Pierwsze przykazanie może stać się lekarstwem dla osób, które zbyt łatwo szafują słowem miłość. Nasze szlachetne słowa mówione do Boga: kocham Cię, Boże, całym sercem i wszystko Ci oddaję wyrażają może bardziej nasze pragnienia i myśli, niż rzeczywistość naszego serca. I chociaż nasze słowa o miłości mogą być piękne, to jednak — jak mówi św. Ignacy — miłość bardziej zasadza się na czynach niż na słowach i myślach (por. ĆD, 230). Miłość Boga nie może być budowana na słowach i odczuciach. Zwraca nam na to uwagę sam Jezus, który mówi, iż nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie! wejdzie do Królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie (Mt 7, 21).

Prośmy, byśmy poznali, że przykazanie miłości całkowicie nas przekracza; przekracza nasze  ludzkie możliwości rozumienia i  realizowania go w życiu. Prośmy także, byśmy zgodzili się, że o naszych ludzkich siłach nie jesteśmy zdolni do takiej miłości. Nasza bezradność wobec przykazania miłości Boga sprawia, że zaczynamy bardzo serio traktować Boga i Jego miłość. Zaczynamy serio traktować słuchanie Słowa Bożego, zaczynamy rozumieć, że bez Niego nie możemy naprawdę kochać. Sam Jezus mówi nam o tym, iż bez Niego nic dobrego uczynić nie możemy (J 15, 5).

Prośmy Boga, abyśmy spokojnie i pokornie zgodzili się na ubóstwo naszej miłości. Prośmy także, byśmy nie ulegali niepokojowi, który może wzbudzać w nas pycha, niezadowolona z takiej oceny naszej miłości do Boga.

Doświadczenie, że moja miłość do Boga jest jeszcze bardzo nikła i niewierna powinno bardziej wzbudzać w nas żal i potrzebę spowiedzi z grzechu braku miłości Boga i ludzi, a nie lęk przed Bogiem. Bóg wie, że kochamy Go nieudolnie. Moja słabość nie jest dla Boga przeszkodą w przemianie i powiększaniu mojej miłości do Niego. Prawdziwą przeszkodą jest to, gdy uważam, że kocham Boga wystarczająco, że wypełniam to czego ode mnie oczekuje. Wówczas zamykam się na doświadczanie uzdrawiającej Miłości Boga – bo nie zdrowi potrzebują lekarza ale ci, którzy się źle mają. 
      
Serce Jezusa dobroci i miłości pełne – jest naszym ratunkiem na obecne czasy rozpaczliwego braku miłości. W sercu Jezusa jest miejsce dla każdego z naszych serc poranionego brakiem lub wypaczeniem miłości najbliższych. To w głębinach serca Jezusa możemy znaleźć siłę jak żyć obok kogoś, kto nas zwyczajnie nie potrafi kochać lub nie chce kochać. W Jego Sercu jest odpowiedź jak żyć pełnią życia, mimo, iż nasze głody miłości, niezaspokojonej być może już w dzieciństwie odbierają nam siłę. Tylko w Jezusie, czerpiąc z Jego Serca, potrafię wydawać swoje, zycie dla drugiego człowieka, tracić siebie dla bliźniego. Tym bardziej, gdy będzie to ten trudny bliźni, który jest moją ciasną, duchową bramą do Boga.

Panie proszę Cię zabieraj z mojego serca te wszystkie miłości świata, którymi jest ono wypełnione po brzegi, zabieraj Panie z moich modlitw prośby o kolejne zabawki, które nie dadzą radości prawdziwej. Panie w miejsca, tak bardzo owładnięte pragnieniem miłości ludzkiej wlewaj Swoją Miłość, która jest pokojem, radością i spokojem. Przyjdź Panie z darem Miłości prawdziwej do każdego serca, niech Twoja Miłość wypełnia nasze serca po brzegi, niech przelewa się na naszych bliźnich. Panie dotknij nasze głodne i smutne serca Tobą, który jesteś Miłością. Jezu, który urodziłeś się w ubogiej stajni, w odrzuceniu od ludzi, w nienawiści Heroda – spraw abyśmy doświadczyli, ze do szczęścia w życiu potrzebny jesteś tylko Ty a wszystko inne będzie nam dodane według miary, jaką ukochamy Ciebie. Amen.

Grażyna Śmiecińska

« wstecz
 
© 2007-2009 Odnowa w Duchu Świętym - Diecezja Siedlecka
Polecamy: tworzenie stron www, sklepy internetowe, portal studencki, cms, paintball międzyrzec podlaski, cms
Ważne: Użytkowanie serwisu www oznacza zgodę na wykorzystywanie plików "Cookies". Szczegółowe informacje w Polityka plików "Cookies".